Chciałam by ten blog by inny. By było o dietach dosłownie, ale z dystansem na luzie z humorem.
Pozytywne nastawienie przyniosło pozytywne skutki. Na chwile.
Widze, że diteka ABCD nie jest do końca skuteczna, acz uwielbiam ją za ten rygor.
Ale to nie wystarcza...obejrzałam ostatnio trzy filmy.
Cene doskonałości, Umrzeć dla tańca i Czarnego łabędzia.
Te trzy filmy zostały nakręcone z zamiarem odstraszenia, i uświadomienia nam, jak zgubne skutki ma dążenie do perefekcji. Ale wiecie co? Na mnie te trzy filmy zadziałay zupełnie inaczej. Nie odstraszyły mnie. Podziwiałam te trzy dziewczyny, za to jakie były silne. Zazdrościłam szczupłej sylwetki. Ostatnie dni czytałam duużo o Anie, dziś chce zagłębić się w temat Mii czy Mai jak tam wolicie. Wiem, że choćbym bardzo chciała, a uwierzcie mi na słowo chce bardzo...schudnąć i nawet przez chwile mieć poważny problem z ED. To wiem, że mi się to nie uda.
Dla czego? Bo jestem zbyt zrównoważona tam w głowie i za bardzo lubie jeść. Cieżko jest powiedzieć nie.
Ale dam rade! Jutro kupuje papierosy, choć gardzę palaczami...uważam, że są za słabi by rzucić. Ale jeśli cygary mają mi pomóc gdy chce zjeść..to dla czego nie?
Dziś byłam puerwszy raz na rolkach. Na pierwszy dzień godzina. Jutro dwie. Później chce jeździć dwa razy dziennie po dwie godziny. Kiedyś jeździłam codziennie i wyglądałam rewelacyjnie.
Dużo osób biega..nie wiem czy była by to dobra forma spotu dla mnie? Chyba bym się nudziła. Narazie pojeżdżę, zobaczymy co bd później.
Zmieniam tego bloga. Nie chce by był on taki kolorowy bo to nie jest skuteczne. teraz bedzie bardziej PRO, będzie mocniej o Anie i Mai...chce się w to wkręcić. Będę szukac ciekawych tekstów i porad i co po chwila je publikować z nadzieją, że pomoże to mnie, a może i wam.
Pozdrawiam.
Cel I:48kg! osiągnięty ;) Cel II:45kg! osiągnięty ;) Cel III:43kg Cel IV:40kg
wtorek, 16 kwietnia 2013
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Wybaczcie
Wiem, że nie było mnie przez pare dni. Miałam najzwyklejsze w świecie doły.
Troszkę pokłóciłam się z mym Lubym w dodatku wczoraj zauważyłam, że waga minimalnie się podniosła. To mnie zdołowało. Bo cały ten weekend bardzo uważałam na to co jem, nie piłam dużo by nie mieć ochoty na jakieś przekąski. Podejrzewam jednak, że wzrost wagi był chwilowym buntem organizmu, a także ciężarem spowodowanym wypiciem w w niedziele trzech piw i kilku drinków, w nocy strasznie mnie suszyło więc wypiłam cały sok porzeczkowy. A to przecież trochę waży.
Ale dziś jest lepiej. Dziś jest czas tygodniowych podsumowań, refleksji i spostrzeżeń.
Waga tydzień temu, a waga dziś:
48,6 kg dziś 46,9 kg
O ubytych centymetrach raczej nie ma co pisać, z nóg nie ubyło nic. Jedynie z brzucha uciekły 4 cm! co z resztą zauważam. Zawsze najprędzej uciekają mi centymetry właśnie z tej części ciała, a z nogami muszę się męczyć.
5-7 lipca jadziemy razem z jedną parą nad soline. I tu jest mój cel. Bowiem dziewczyna mojego kolegi jest straasznie szczuplutka, jest maleńką kruszyną co z resztą zabawnie wygląda przy takim wielkim chłopie jak on.
Wiem, że do tego czasu napewno nie będę wyglądać jak ona, mamy inna budowę ciała, w moją sylwetkę wpisane są bioderka i kształtny tyłek, który z resztą lubie. Jednak też chcę wyglądać dobrze, nie chce obawiać się wyjścia nad wodę i tego, że porównując nas bdmy trochę jak bolek i lolek. Ona wyższa i szczuplejsza, a ja ten blond kurdupelek z większą dupcią.
Ale uda się wierze w to.
Teraz pytanie do was, gdy widzę orbitrek w dużym pokoju robi mi się słabo. Mam świadomość, że muszę poćwiczyć, że wypada, pasuje chociaż chwile, no ale nie chce mi się. Teraz moja dieta nie wychodzi ponad 350 kcal. dziennie zjadam około 300 czasem mniej i jestem najedzona, ale na bieganie nie mam już sił. Czy uważacie, że z samą dietą jestem w stanie do końca kwietnia ważyć 45-44,5kg? Kurcze no..wiosna nam nie sprzyja..wczoraj może i świeciło słońce, w Rzeszowie był piękny dzień, jednak to za mało by podładować moje akumulatory. Może jak zrobi się cieplej ale narazie nie mam sił chęci na bieganie...Czy sądzicie, że taka dieta i picie duużo wody wystarczy? Pytam was, bo sama nie mam jeszcze takiego doświadczenia, nie mam na czym się opierać.
Z niecierpliwieniem czekam na odpowiedź.
A teraz chciałam przeprosić, wiem, że nie jestem na waszych blogach codziennie aktywna, jednak wchodzę na nie zawsze, szukam u was inspiracji natchnienia, kopniaka w rozleniwione cztery litery. Zaraz zerknę do was znów, skomentuje dodam coś od siebie.
Wybaczcie mi tylko to chwilowe zamulenie. Mam już serdecznie dość tej pogody...co dzień jest szaro, buro, zimno. I uwierzyć, że anglicy mają tak prawie cały rok...nie wiem jak oni sobie z tym radzą..nie wiem może warto łykać wit. D w tabletkach..albo udać się na solarium, żeby choć trochę się ogrzać, przyświecić troszkę ciałku...nie wiem...jestem wyczerpana i zdołowana i rozżalona bo nie wiem co z tym zrobić
!!!!!i jeszcze tylko szybka wiadomość dla tych które dieta pozbawia witamin i tych najważniejszych wartości energetycznych. Kupiłam w lidu, plusha z witaminami kosztuje to jakies 3-4zl za 20 tabsów. jedna taka tabletka dostarcza po 100% z wielu rożnych witamin dziennego zapotrzebowania, organizmu.polecem podejżewam, że żadna z nas nie chce wylądować w szpitalu.!!!!!
Pozdrawiam serdecznie ścisam, przesłyłam duużo ciepła wasza Ann.
Troszkę pokłóciłam się z mym Lubym w dodatku wczoraj zauważyłam, że waga minimalnie się podniosła. To mnie zdołowało. Bo cały ten weekend bardzo uważałam na to co jem, nie piłam dużo by nie mieć ochoty na jakieś przekąski. Podejrzewam jednak, że wzrost wagi był chwilowym buntem organizmu, a także ciężarem spowodowanym wypiciem w w niedziele trzech piw i kilku drinków, w nocy strasznie mnie suszyło więc wypiłam cały sok porzeczkowy. A to przecież trochę waży.
Ale dziś jest lepiej. Dziś jest czas tygodniowych podsumowań, refleksji i spostrzeżeń.
Waga tydzień temu, a waga dziś:
48,6 kg dziś 46,9 kg
O ubytych centymetrach raczej nie ma co pisać, z nóg nie ubyło nic. Jedynie z brzucha uciekły 4 cm! co z resztą zauważam. Zawsze najprędzej uciekają mi centymetry właśnie z tej części ciała, a z nogami muszę się męczyć.
5-7 lipca jadziemy razem z jedną parą nad soline. I tu jest mój cel. Bowiem dziewczyna mojego kolegi jest straasznie szczuplutka, jest maleńką kruszyną co z resztą zabawnie wygląda przy takim wielkim chłopie jak on.
Wiem, że do tego czasu napewno nie będę wyglądać jak ona, mamy inna budowę ciała, w moją sylwetkę wpisane są bioderka i kształtny tyłek, który z resztą lubie. Jednak też chcę wyglądać dobrze, nie chce obawiać się wyjścia nad wodę i tego, że porównując nas bdmy trochę jak bolek i lolek. Ona wyższa i szczuplejsza, a ja ten blond kurdupelek z większą dupcią.
Ale uda się wierze w to.
Teraz pytanie do was, gdy widzę orbitrek w dużym pokoju robi mi się słabo. Mam świadomość, że muszę poćwiczyć, że wypada, pasuje chociaż chwile, no ale nie chce mi się. Teraz moja dieta nie wychodzi ponad 350 kcal. dziennie zjadam około 300 czasem mniej i jestem najedzona, ale na bieganie nie mam już sił. Czy uważacie, że z samą dietą jestem w stanie do końca kwietnia ważyć 45-44,5kg? Kurcze no..wiosna nam nie sprzyja..wczoraj może i świeciło słońce, w Rzeszowie był piękny dzień, jednak to za mało by podładować moje akumulatory. Może jak zrobi się cieplej ale narazie nie mam sił chęci na bieganie...Czy sądzicie, że taka dieta i picie duużo wody wystarczy? Pytam was, bo sama nie mam jeszcze takiego doświadczenia, nie mam na czym się opierać.
Z niecierpliwieniem czekam na odpowiedź.
A teraz chciałam przeprosić, wiem, że nie jestem na waszych blogach codziennie aktywna, jednak wchodzę na nie zawsze, szukam u was inspiracji natchnienia, kopniaka w rozleniwione cztery litery. Zaraz zerknę do was znów, skomentuje dodam coś od siebie.
Wybaczcie mi tylko to chwilowe zamulenie. Mam już serdecznie dość tej pogody...co dzień jest szaro, buro, zimno. I uwierzyć, że anglicy mają tak prawie cały rok...nie wiem jak oni sobie z tym radzą..nie wiem może warto łykać wit. D w tabletkach..albo udać się na solarium, żeby choć trochę się ogrzać, przyświecić troszkę ciałku...nie wiem...jestem wyczerpana i zdołowana i rozżalona bo nie wiem co z tym zrobić
!!!!!i jeszcze tylko szybka wiadomość dla tych które dieta pozbawia witamin i tych najważniejszych wartości energetycznych. Kupiłam w lidu, plusha z witaminami kosztuje to jakies 3-4zl za 20 tabsów. jedna taka tabletka dostarcza po 100% z wielu rożnych witamin dziennego zapotrzebowania, organizmu.polecem podejżewam, że żadna z nas nie chce wylądować w szpitalu.!!!!!
Pozdrawiam serdecznie ścisam, przesłyłam duużo ciepła wasza Ann.
piątek, 5 kwietnia 2013
Brak pomysłu na tytuł
Hymm...od czego by tu zacząć?
Waga o dziwo spada każdego dnia, każdego dnia jestem coraz to dumniejsza z siebie i zaczynam dostrzegać efekty. Widzę, że najwięcej ubywa mi gdy spędzam godzinę na orbitreku i ograniczam się do absolutnego minimum żywieniowego. wczoraj zjadłam 310kcal w tym nagroda za osiągnięty cel łyżka tortu i pół bezy, na siłę przebiegłam godzinę..a dzisiaj? 47,6 toż to cud :)
Tato pożyczył mi swoje jakby spodenki treningowe, które nie przepuszczają powietrza, bez co bardziej się pocimy i spalamy więcej. Jak kiedyś coś takiego zobaczycie, nie zastanawiajcie sie tylko KUPUJCIE. Bo gdyby nie one, jeszcze bym walczyla z tłuszczykiem na biodrach.
Tyle zachwalania. Pomyślałam, że dziś napiszę wam na co w mojej diecie miejsca nie ma.
Waga o dziwo spada każdego dnia, każdego dnia jestem coraz to dumniejsza z siebie i zaczynam dostrzegać efekty. Widzę, że najwięcej ubywa mi gdy spędzam godzinę na orbitreku i ograniczam się do absolutnego minimum żywieniowego. wczoraj zjadłam 310kcal w tym nagroda za osiągnięty cel łyżka tortu i pół bezy, na siłę przebiegłam godzinę..a dzisiaj? 47,6 toż to cud :)
Tato pożyczył mi swoje jakby spodenki treningowe, które nie przepuszczają powietrza, bez co bardziej się pocimy i spalamy więcej. Jak kiedyś coś takiego zobaczycie, nie zastanawiajcie sie tylko KUPUJCIE. Bo gdyby nie one, jeszcze bym walczyla z tłuszczykiem na biodrach.
Tyle zachwalania. Pomyślałam, że dziś napiszę wam na co w mojej diecie miejsca nie ma.
Całkowicie wyeliminowałam:
-chleb-
-śmietanę-
-cukier-
-słodycze-
-masło, margarynę-
-mąkę-
-soki i inne kolorowe napoje-
-orzeszki, bakalie-
-płatki do mleka-
-ryż-
-makaron-
-banany-
-ziemniaki-
-jajka(bo nie lubie)-
A z tego składa się moja dieta:
+mandarynki+
+mace sonko+
+jogurt naturalny+
+pierś z kurczaka+
+cebula+
+papryka+
+woda z wyciśnięta cytryną+
+brokuły+
+ser biały almette lub zwykły twaróg+
+ogórki konserwowe/kiszone (jem ich strasznie duzo)
+sałatki warzywne (bez śmietan i majonezów)
+ketchup!!!+
Wiadomo jednak, że jeśli mamuśka postanowi zrobić schab, albo kurczaka w panierce...to oczywiście zjem ze smakiem. Jednak staram się wszystko ograniczyć do minimum.
Moje śniadania to maca sonko przeważnie z almette i ketchupem i pare ogórków konserwowych.
Na obiad jem warzywa czasem z gotowaną piersią w ziołach, żeby nadrobić braki białka coraz częściej sięgam po pół szklanki kefiru. I nie pije nic innego po za wodą mineralną z wyciśniętym sokiem z cytryny.
Gdy mam chęci na podjadanie sięgam po mandarynki, ogórki konserwowe, kawałek jabłka.
Wiem, że zaraz usłyszę, że mam bardzo ubogą i niezdrową dietę. Ale zawsze byłam wybredna jeśli chodzi o jedzenie..teraz będąc na diecie nawet dodałam sobie kilka warzyw, które chcąc nie chcąc jem.
Dziękuje wam wszystkim za ciepłe słowa, za to, że tak bardzo we mnie wierzycie. To strasznie motywuje. I cholernie podbudowy wuje. Jesteście wspaniałe..dziekuje każdej z was za obecność. :*
Motto na dziś: Po prostu szczęśliwie dążmy do celu. Wiara jest naszą siłą.
środa, 3 kwietnia 2013
Owocny bilans ;)
Po pierwsze chciałam podziękować każdej z osobna za, każde pozytywne słowo. Strasznie budujące jest widzieć, wsparcie z pozoru całkiem obcych osób. Naprawdę jesteście wspaniałe. Zaraz wchodzę na wasze blogi i uaktualniam swoją listę blogów :) Zaraz znajdzie się dla was dodatkowe miejsce :)
Ale najpierw podsumowanie wczorajszego i dzisiejszego dnia.
02.04.2013r.
-Głodówka
-godzina na orbitreku (pobiłam swój rekord o 20min) + 40 brzuszków
-4 ogórki konserwowe - 8kcal
Wczorajsze wymiary:
Waga: 48,6kg
Łydka: 35cm
Nad kolanem: 39cm
Udo: 49cm
Brzuch: 75cm
Ramie: 24cm
Dzisiaj :) cudowne zaskoczenie :)
Waga: 48,2kg!!
Śniadanie: 2mace + 2łyzki sałatki warzywnej z ketchupem = 80kcal
Obiad: warzywa (cebula+papryka+plasterek ananasa) gotowane z sosem chińskim = 80kcal
Podajdki: mandarynka 27kcal + cukierek 15kcal
Kolacja: maca+serek+3 ogórki konserwowe=35kcal
Suma: 237kcal
Braawo jaa! :))
Z początku planowałam zjeść 500 kcal w ciągu dnia..ale po głodówce wydawało mi się to strasznie dużo. I o dziwo idzie na tym wytrwać ;)
Powodzenie moje Kochane chudzielce :** Jesteście wspaniałe:* Dziękuje za każde ciepłe słowo :**
Ale najpierw podsumowanie wczorajszego i dzisiejszego dnia.
02.04.2013r.
-Głodówka
-godzina na orbitreku (pobiłam swój rekord o 20min) + 40 brzuszków
-4 ogórki konserwowe - 8kcal
Wczorajsze wymiary:
Waga: 48,6kg
Łydka: 35cm
Nad kolanem: 39cm
Udo: 49cm
Brzuch: 75cm
Ramie: 24cm
Dzisiaj :) cudowne zaskoczenie :)
Waga: 48,2kg!!
Śniadanie: 2mace + 2łyzki sałatki warzywnej z ketchupem = 80kcal
Obiad: warzywa (cebula+papryka+plasterek ananasa) gotowane z sosem chińskim = 80kcal
Podajdki: mandarynka 27kcal + cukierek 15kcal
Kolacja: maca+serek+3 ogórki konserwowe=35kcal
Suma: 237kcal
Braawo jaa! :))
Z początku planowałam zjeść 500 kcal w ciągu dnia..ale po głodówce wydawało mi się to strasznie dużo. I o dziwo idzie na tym wytrwać ;)
Powodzenie moje Kochane chudzielce :** Jesteście wspaniałe:* Dziękuje za każde ciepłe słowo :**
wtorek, 2 kwietnia 2013
Plan na dziś? DETOX!
O ile w niedziele udało mi się uniknąć wszelkiego kalorycznego zła, tak wczoraj popłynęłam, nie patrząc wstecz. Za nic miałam swoje przysięgi i postanowienia, za nic zgrabniejsze uda, perfekcje? Nie! Kiedy pod nosem ląduje talerzyk najpyszniejszych ciast mamuśki Twojego lubego, jesteś z góry na przegranej pozycji..jak to pachnie, a jak wygląda...obżarłam się za cały miesiąc.
Mój plan na dziś? DETOX.
Cały tydzień tylko z jednym jedynym Jabłuszkiem, zielone czy czerwone, słodkie czy kwaśne. Jem tylko to. A później ABC.
Ładna pogoda (wierzę, że) coraz bliżej. Musimy zachwycić świat naszymi cholernie zgrabnymi nóżkami..tak one są moim największym kompleksem.
Dziś się nie waże, nie chcę...nie chcę się dołować. Na dnaich planuje kupić piękny dziewczęcy kalendarz, będę w nim notować wszystkie pożarte kalorie, i wykonane ćwiczenia.
Motto na dziś: "Będziesz piękna, choćby Ku**a nie wiem co!"
Mój plan na dziś? DETOX.
Cały tydzień tylko z jednym jedynym Jabłuszkiem, zielone czy czerwone, słodkie czy kwaśne. Jem tylko to. A później ABC.
Ładna pogoda (wierzę, że) coraz bliżej. Musimy zachwycić świat naszymi cholernie zgrabnymi nóżkami..tak one są moim największym kompleksem.
Dziś się nie waże, nie chcę...nie chcę się dołować. Na dnaich planuje kupić piękny dziewczęcy kalendarz, będę w nim notować wszystkie pożarte kalorie, i wykonane ćwiczenia.
Motto na dziś: "Będziesz piękna, choćby Ku**a nie wiem co!"
Subskrybuj:
Posty (Atom)